środa, 2 września 2026

Myśli nieprzemijające …

Myśli, których się nie zdradza, ciążą nam, zagnieżdżają się, paraliżują nas,
nie dopuszczają nowych i w końcu zaczynają gnić.
~Éric-Emmanuel Schmitt


~Christine Comyn

~Christine Comyn




Światłem mnie wiedź, gdy w mroku tonie świat;
Naprzód mnie wiedź!
Gdy ciemna noc i dom daleko mam;
Naprzód mnie wiedź!

Strzeż kroków mych,
nie proszę Cię, byś dziś
Dał patrzeć w dal,
daj krok za krokiem iść.

~ John Henry Newman [1]





Zawsze, gdy myślę, że opanowałam jakieś zagrożenie, okazuje się, że niebezpieczeństwo nadchodzi z zupełnie innej strony, niespodziewanie.

Cóż, mleko się rozlało…
Emocje wzięły górę, a życiowe doświadczenie zawiodło.
Powinnam była posłuchać głosu serca – ono wie, kiedy działać, a kiedy czekać. Z wewnętrznym spokojem staram się nikomu niczego nie udowadniać, bo krzyk jest złym doradcą. Różne drogi prowadzą do celu, a nasze opinie na ten temat mogą się różnić – z tym trzeba się pogodzić.
Nie mam monopolu na wiedzę.
Ostatecznie to ja odpowiadam za swój los i własne wybory. Nie popadam w rozpacz. Czarne chmury kiedyś znikną. Idę dalej…, przeżyć własną historię.

Siostrzyczko, jesteś każdego dnia w moim sercu [*]
___________________

[1] - To piękne słowa znanego hymnu religijnego „Światłem mnie wiedź” (Lead, Kindly Light), napisanego przez Johna Henry’ego Newmana w 1833 roku. Jest to modlitwa o prowadzenie w chwilach niepewności i ciemności, prosząca jedynie o siłę na najbliższy krok, a nie o widzenie całej przyszłości. 


wtorek, 1 września 2026

Wspomnienia mają ...

Im bardziej się starzeję, tym mniejszą uwagę przywiązuje do tego, co mówią ludzie.
Po prostu patrzę, co robią.
~Andrew Carnegie

~Carina Kroeze
~Carina Kroeze

Wspomnienia mają swoje trzy epoki,
I pierwsza - to jak gdyby dzień wczorajszy,
Pod stropem ich błogosławiona dusza
I ciało rozkoszuje się w ich cieniu.

Nie zamarł jeszcze śmiech, łzy się strumienią,
Nie starto z biurka plamy atramentu -
I pocałunek jest pieczątką w sercu,
Jedyny, pożegnalny i pamiętny...

Ale to wszystko nie trwa bardzo długo...
I już nie strop nad głową, lecz gdziekolwiek,
Na peryferiach opuszczony dom,
W nim zimą zimno, latem ciężki upał,
W nim pająk mieszka, pył zalega wszędzie,
W nim dopalają się ostatnie listy,
Niepostrzeżenie zmienia się portrety.

Ludzie przychodzą, jak na grób, popatrzeć,
A gdy wracają, ręce myją mydłem,
Strząsają prędko chybotliwą łezkę
Z obrzmiałych rzęs i słychać ich westchnienia...

Lecz zegar tyka i po jednej wiośnie
Przychodzi druga, różowieje niebo,
Zmieniają się znajome nazwy miast.

I nie ma już naocznych świadków zdarzeń,
Nie ma z kim płakać, nie ma z kim wspominać
I wolno opuszczają nas ostatnie cienie,
Których postanowiliśmy nie wołać,
Które nas nawet napawają strachem.

I raz, zbudzeni ze snu, już nie wiemy,
Którędy można dojść do tego domu,
I, łapiąc prędko oddech, zaczynamy biec
Ze wstydem, z gniewem, lecz (tak bywa we śnie)

Tam wszystko jest już inne: ludzie, rzeczy,
Nikt nie rozpoznał nas - jesteśmy obcy.
Prawdopodobnie zabłądziliśmy... Mój Boże,
Oto przychodzi gorycz najstraszniejsza:
Uświadamiamy sobie, że w swym życiu
Nigdy byśmy już nie zmieścili spraw minionych,
Że są nam one równie niepotrzebne,
Jak sąsiadowi, co mieszka za ścianą,
Że nie poznalibyśmy tych, co zmarli,
A ci, z którymi nas rozłączył los,
Wspaniale sobie radzą bez nas - nawet
Wszystko podąża ku lepszemu...

~Anna Achmatowa
~Tłum. Edward Balcerzan

Właśnie wylałam morze łez, a serce rozrywa ból…
Każdy wers niesie ze sobą elektryczny ładunek; to przecież moja rzeczywistość i moje wspomnienia – znajduję się na etapie trzeciej epoki.

A zegar wciąż tyka…